Maseczki ochronne występują w różnych odmianach i w różnym stopniu chronią przed zakażeniem. Jednak w obecnej sytuacji epidemicznej istotny jest aspekt ograniczenia rozsiewania patogenu, a noszenie maseczek w tym pomaga – oceniają eksperci.

Jak działają maseczki ochronne wyjaśnia mikrobiolog dr Tomasz Wołkowicz z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny. Są różne typy maseczek, które w różnym stopniu mogą chronić przed zakażeniem.

– Przy kichnięciu, kaszlnięciu czy nawet oddychaniu, dzięki stosowaniu maseczki, mniej się będzie uwalniać patogenów na świat. Proste maseczki – materiałowe, papierowe, flizelinowe itp. – są racjonalnym półśrodkiem dnia codziennego. Nie stanowią co prawda szczelnej bariery mikrobiologicznej, jednakże nie taka jest ich rola. Dobrze założone chronią przed aerozolami będącymi nośnikami wirusa i w życiu codziennym stanowią zazwyczaj wystarczającą ochronę dla użytkownika. Niestety, wiele osób stosuje je nieprawidłowo – tłumaczy ekspert.

Jak wyjaśnia, lepsze i droższe maseczki, np. klasy FFP2 czy FFP3, często występują z zaworkiem wydechowym. Należy pamiętać, że wtedy nie chronią w pełni osób przebywających w otoczeniu z powodu możliwości przedostawania się patogenów przez zaworek podczas wydechu.

Maseczki z zaworkiem mają sens jedynie w przypadku, gdy to my chcemy ochronić się przed światem. Chodzi o to, że zaciągamy powietrze całą powierzchnią maseczki i wtedy jest ono filtrowane, natomiast całe wydychane powietrze wydostaje się przez zaworek. Jeśli jesteśmy zakażeni, to ta maseczka świata nie ochroni – mówi dr Tomasz Wołkowicz.

Relatywnie najlepiej zabezpieczającymi półmaskami chroniącymi nas i otoczenie – przy założeniu ich prawidłowego użytkowania i utylizacji – są typy FFP2 i FFP3, ale bez zaworka.

W nich trochę gorzej się oddycha, ale taka maseczka działa w dwie strony. Zarówno ochroni nas przed światem, jak i świat przed nami – zaznacza ekspert NIZP–PZH.

Naukowiec zwraca uwagę, że wiele osób stosuje maseczki nieprawidłowo, przez co ryzyko zakażenia wzrasta.

Pierwszy błąd, który obserwuję na ulicach, jest taki, że ludzie noszący maseczki często nie zakrywają sobie nosa. W ten sposób maseczka nie spełnia swojej podstawowej funkcji – wyjaśnia.

Uczula też na to, by nie ściągać jej w trakcie noszenia na brodę, bo wtedy patogeny, które znalazły się na zewnętrznej powierzchni, mogą się bardzo łatwo dostać do naszego organizmu. Takie użytkowanie jest zupełnie bezcelowe. Przy zakładaniu maseczek istotne jest to, aby zachodziła ona na nos i brodę.

Zazwyczaj maseczki są rozciągliwe, bo są specjalnie sfałdowane. Te bardziej specjalistyczne posiadają też listewkę, którą dogina się na nosie. Należy to zrobić dokładnie, by była ona szczelna, lecz nie za mocno, by nie utrudniać oddychania. W tych prostszych maseczkach takiego rozwiązania nie ma i mogą być większe przedmuchy na nosie. Teoretycznie przed założeniem maseczki powinniśmy umyć ręce. Ważne też, by w trakcie noszenia maseczki jej nie dotykać – zwraca uwagę Tomasz Wołkowicz.

Ważny jest nie tyle sposób ściągania samej maseczki, lecz dokładne mycie rąk po tej czynności. Jeśli bowiem wychwyciła ona patogeny, znajdują się one nawet na zausznikach.

Nie łapiemy maseczki za zewnętrzną stronę, ale najlepiej za zauszniki, choć i tam znaleźć mogą się patogeny. Zasada podstawowa to mycie rąk po każdej takiej czynności – komentuje ekspert.

Maseczki są produktem jednorazowym.

Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że przenoszenie takiej maseczki do prania, wiąże się ze zwiększaniem ryzyka zakażenia. Samo upranie w wyższej temperaturze (powyżej 60 st.) i uprasowanie wirusa zabije. Natomiast wszystkie czynności z nią wykonywane powinniśmy robić ze świadomością, że patogen może się na niej znajdować – podkreśla dr Tomasz Wołkowicz..

Red. (źródło: PAP)

Print Friendly, PDF & Email

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

CAPTCHA