Kleszcze atakują też w miastach i przenoszą odkleszczowe choroby. Pajęczaki można spotkać w lesie,  na łące, ale również w parkach miejskich czy na placach zabaw. Kiedy spędzamy czas w zieleni miejskiej, pamiętajmy, by potem sprawdzić, czy nie mamy kleszczy – radzi Anna Grochowska, która bada choroby przenoszone przez te pajęczaki.

Ostrzega, że kleszcze atakują też w miastach. Gatunek pospolity ma bardzo szerokie spektrum żywicieli, w tym różne gatunki zwierząt. W warunkach miejskich mogą to być np. jeże, wiewiórki, ptaki czy psy.

– Nauczyliśmy się już sprawdzić, czy nie złapaliśmy kleszcza po powrocie z łąki czy lasu. Ale niewiele osób zdaje sobie sprawę, że kleszcza można znaleźć też w parku miejskim albo na placu zabaw. Nie są tam rzadkością – ostrzega Anna Grochowska, doktorantka z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, która prowadzi badania na kleszczach.

Kleszcze atakują też w miastach i w ciągu życia potrzebują przynajmniej trzech żywicieli. Cyrkulacja patogenów za jego pośrednictwem jest więc duża. Chorobami odkleszczowymi są nie tylko borelioza czy kleszczowe zapalenie mózgu, ale i również babeszjoza, tularemia, riketsjoza czy anaplazmoza.

Krętek boreliozy potrzebuje zwykle ok. 24 godzin, aby trafić do gruczołów ślinowych kleszcza, a potem do organizmu żywiciela. Jednak w przypadku wirusa kleszczowego zapalenia mózgu na infekcję narażeni jesteśmy w ciągu 30 minut od ugryzienia. Im szybciej usuniemy więc pasożyta, tym lepiej.

Naukowcy z całej Europy przez ponad ćwierć wieku prowadzili badania. Próbowali ustalić, jaki odsetek stanowią kleszcze w miastach i na terenach podmiejskich roznoszące choroby. Jakie jest więc ryzyko, że kleszcz, którego złapiemy w mieście, zainfekował się którąś z chorób? Rozbieżności są dość duże. W polskich miastach, w zależności od badania, ryzyko wynosiło od 1,6 do 28,7 proc. Jeśli chodzi o Europę, to bywają okolice, choćby na Węgrzech, gdzie zakażonych było prawie 50 proc. badanych pajęczaków.

Naukowcy z UMB sprawdzali też zależność pomiędzy odsetkiem zakażonych kleszczy a klimatem. Okazało się, że większy procent zainfekowanych kleszczy występuje na obszarach podzwrotnikowych. Większy ich odsetek jest też tam, gdzie panują wyższe temperatury i większe opady w styczniu, a niższe – latem.

Kleszcze atakują też w miastach i dłużej są tam aktywne i rośnie szansa, że w ciągu roku dojdzie do infekcji – komentuje Anna Grochowska.

Czy zmiany klimatu w Polsce mogą doprowadzić do większego ryzyka infekcji odkleszczowych? Trudno na to pytanie odpowiedzieć jednoznacznie. Bo choć kleszczom mogą sprzyjać rosnące temperatury, to już szkodzą im zimy bez opadów deszczu i śniegu, a także susze, z którymi ostatnio coraz częściej mamy w Polsce do czynienia.

W USA co roku zgłasza się 30 tys. przypadków boreliozy, ale prawdziwa liczba przypadków wynosić może nawet 300 tys. W Europie trudniej zebrać dokładne dane na ten temat, ale szacuje się, że to ponad 65 tys. przypadków rocznie. Najwyższe współczynniki zachorowalności notuje się w Niemczech, Austrii, Słowenii i Szwecji.

Red. (źródło: PAP)

Print Friendly, PDF & Email

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

CAPTCHA